Jacek

Obserwowani

0 użytkowników

Obserwujący

1 użytkownik

Fabularnie gra umieszcza nas w korporacji (nieważne czym się zajmuje, ważne jak my sobie w niej radzimy), gdzie zażarcie walczymy o stołki, kierownictwo działów, udział w radzie nadzorczej i ostatecznie o stanowisko przezesa. W grze czuć klimat kapitalistycznej walki i wyścigu szczurów przez bardzo dobrze oddaną mechanikę (głównie walka na przewagi). Gra nie należy do najprostszych, reguł jest sporo, ale frajda z rozgrywki spłaca z nawiązką trud przyswojenia zasad. Zwycięstwo można osiągnąć na różne sposoby, co jest niewątpliwą zaletą, gdyż gracze mogą stosować różne strategie, i każda ma szanse na powodzenie. Świetny jest pomysł na arcywroga - każdy ma takiego wewnątrz firmy, a jest nim któryś (jest to tajne!) z innych graczy. Pokonuje się go, będąc wyżej w firmowej hierarchii. To jest świetne, dodaje takiego smaczku knucia i kopania dołków pod innymi graczami. Wykonanie gry jest solidne, bez fajerwerków wizualnych. W grze znajduje się trochę tekstu, ale idzie to spamiętać, kilka kart przywilejów dostępnych praktycznie dla wszystkich przez całą grę oraz karty wydarzeń, na których tekst jest tylko wstawką fabularną i można go właściwie zignorować.
Podsumowując: świetne połączenie mechaniki z fabułą, wszechstronność strategii - jest nad czym pogłówkować, a im więcej graczy przy planszy (maks.5), tym lepiej. Gorąco polecam!


Jedna z pierwszych gier Martina Wallace'a, sławą nie dorasta do pięt jego największym dziełom, tytułom takim jak: Steam / Age of Steam, Brass czy Świat Dysku. Czy to znaczy, że jest kiepska? Bynajmniej.
Zasady, jak to u Wallace\'a, są proste i eleganckie. Grę tłumaczy się raz-dwa i od pierwszej gry wiadomo już jak grać (jak w Świecie Dysku chociażby), reguły i cel są naprawdę intuicyjne. Być może przychodzi to łatwo, bo tytuł nie jest mózgożerem na miarę Brassa, Automobile czy Age of Steama, jest raczej z tych lekkich (jeśli chodzi o Wallace) - podobnie jak Świat Dysku czy Akry Śniegu.
Mechanika to walka na przewagi napędzana kartami (klimartycznymi trzeba dodać - są na nich wszystkie ważne i mniej ważne osobistości kształtujące Rewolucję).
Na czym polega gra? Trwa rewolucja, w której o zwycięstwo walczą 3 stronnictwa: rojaliści, umiarkowani i radykałowie. Gracze za pomocą kart umieszczają wpływy tych partii (na ogół nie koncentrują się tylko na jednej) w departamentach na mapie, tura trwa do momentu aż któreś stronnictwo umieści wszystkie swoje znaczniki na mapie, i wtedy dochodzi do wyborów - każdy departament to 1 głos (z wyjątkiem Paryża), kto ma większość ten dostaje głos i tak po kolei każdy departament. Stronnictwo, które uzyskało ich najwięcej oczywiście wygrywa, a gracz, który najbardziej przyczynił się do zwycięstwa otrzymuje najwięcej punktów. Punkty daje też dowodzenie armią. Gra się tak przez 4 tury, na mapie dużo się zmienia, bo wpływy na zmianę - rosną i maleją. Rozgrywka jest dość dynamiczna, wszystko idzie szybko, nie ma przestojów, chyba, że ktoś pod koniec tury zaczyna liczyć regiony - ale takiego się po prostu kieruje prosto na gilotynę, żeby nie psuł zabawy :) Najciekawsze są przedwczesne warunki zwycięstwa, radykałowie mogą wcielić w życie iście jakobińską rewolucję, albo rojaliści mogą odzyskać władzę przez zajęcie strategicznych twierdz.
Skalowanie: w 3 osby słabo, 4-5 bardzo dobrze (4 chyba najlepiej), w 6 nie grałem, ale może być trochę chaotycznie.
Ogólnie gra bardzo dobra, przystępna, dla fanów Wallace\'a (do których się zaliczam) - obowiązek!


Article 27 jest szybką (około pół godziny) i wciągającą grą negocjacyjną. Powiedziałbym nawet, że imprezową - jest dynamiczna, z prostą mechaniką i całkiem zabawna. Gracze wcielają się w przywódców światowych potęg, którzy są lobbowani przez określone frakcje i agencje. Tury są ograniczone czasowo, więc trzeba się spieszyć ze swoimi ofertami i robić przy tym dużo szumu, żeby nasz głos był wyraźnie słyszalny i brany pod uwagę przez aktualnego przewodniczącego (każdy gracz będzie nim raz na grę). Staramy się różnymi sposobami (głównie ofertami łapówek), aby było tak, jak my chcemy, a przy tym w miarę szybko kalkulować, co nam sie opłaca. Możemy też podkupywać lojalność innych graczy, albo nawet zbojkotować obrady.
Gra jest niezwykle radosna i sympatyczna, powiedziałbym nawet, że "jajcarska" (np. karykatury głów państw) a tempo gry zawrotnie szybkie, naprawdę wiele się dzieje, choć głównie zależy to od współgraczy - dedykuję grę przede wszystkim ludziom wesołym i energicznym.
Wykonanie niezwykle solidne, gra przetrwa dlugie lata. Ograniczeniem jest tylko liczba graczy - jedynie słusznym wariantem jest gra w 6 osób, a im mniej, tym zdecydowanie gorzej. Tytuł niezależny językowo.


Rialto to gra z pogranicza gry familijnej i euro-strategii. Zarówno poziom trudności reguł, jak i czas gry, nie powinien nastręczać problemów. Jak to w dobrym, klasycznym euro reguły tłumaczy się 5 minut, a możliwości strategicznych i kombinowania jest sporo. Powiem, że nawet bardzo dużo, potencjalnych dróg do zwycięstwa jest wiele i żadna nie wydaje się wygrywajaca. Fabularnie (co nie ma właściwie znaczenia) walczymy o dominację wśród radnych Wenecji... Z resztą w gry Felda nie gra się dla klimatu i fabuły, ale dla przyjemności jaką daje układanie taktyki i strategii, i tak jest również w tym przypadku. Z całej gry najbardziej klimatyczna jest plansza - ładna kolorystycznie, której znaczną cześć zajmuje mapa miasta (któź nie lubi map?!). Jedynie tor punktacji jest beznadziejny - nieczytelny i niepraktyczny. Do tego karty (trochę małe, ale wymuszone to pewnie przez konieczność wykładania w stosy obok planszy), drewno i żetony, czyli wszystko co powinno być w klasycznym euro. Wykonanie pożądne, bez fajerwerków.
Podsumowując: grałem w Rialto kilka razy i za każdym razem kombinowałem inaczej, czyli regrywalność na pewno jest; gra się nie nudzi. Skaluje się również przyzwoicie, choć przy większej liczbe osób jest lepiej, bo ciaśniej i licytacje są ciekawsze i pełniejsze napięcia. Jak na Felda to nawet taka sucha nie jest, wstawiamy radnych, licytujemy się o mosty i gondole - mnie to do Wenecji jak najbardziej pasuje. Co prawda gra jest podejrzanie podobna do innego tytułu - San Marco, ale jest on praktycznie zapomniany i niedostępny. Rialto powinno zadowolić wszystkich szukających szybkiej strategii oraz rodzinnych graczy, szukających czegoś troszkę bardziej skomplikowanego. Po prostu dobra gra.


Marek

Liczba recenzji: 33