Libresunn

Obserwowani

0 użytkowników

Obserwujący

0 użytkowników

Jak dla mnie ideał :)

Tym razem przychodzę do Was z recenzją gry „Emberleaf”, którą miałam okazję przetestować dzięki wydawnictwu Portal Games. Jak tylko zobaczyłam jej zapowiedź byłam zauroczona całą oprawą graficzną, która jest przepiękna! Urocze stworzonka, multum kart i polana zostały stworzone z dopracowaniem w najdrobniejszych szczegółach.

Kiedy zobaczyłam pierwszy raz grę „Emberleaf” od razu pomyślałam, że musi być to świetna rodzinna gra o leśnych zwierzętach, które budują swój dom na polanie. Nic bardziej mylnego! Jak tylko zobaczyłam instrukcje i zaczęłam ją czytać byłam lekko przerażona czy podołam zadaniu i uda mi się zrozumieć zasady. Na szczęście, wydawnictwo daje nam link do instrukcji online i dzięki temu dużo szybciej i łatwiej jest nam zrozumieć mechanikę gry! Chociaż instrukcja jest napisana prostym i zrozumiałym językiem to jednak łatwiej było mi poznać zasady oglądając ją online ☺️ Za to ogromny plus dla wydawnictwa!

Tak naprawdę „Emberleaf” to gra mocno strategiczna, która skupia się na planowaniu kolejnych ruchów z wyprzedzeniem. W tej grze wcielamy się w Emberlingów, którzy rywalizują o odbudowanie społeczności. Naszym głównym celem jest pozyskiwanie punktów zwycięstwa. A możemy je zdobyć: gdy zamieszkujemy teren na polanie, pokonujemy niebezpieczne tereny czy też wykonujemy misje specjalne. Podczas rozgrywki oprócz wymienionych wyżej elementów musimy zdobywać surowce (potrzebne do budowania osady), czy też rekrutujemy nowych bohaterów, którzy mogą nam przynieść wiele korzyści i wprowadzić nowe umiejętności.

Najciekawszym elementem jest mechanika tej gry. W „Emberleaf” mamy do czynienia z tak zwanym „tańcem kart”. Każdy z graczy otrzymuje planszę (tablo) na którym ustawia karty bohaterów, zdobyte surowce, czy budynki. O co chodzi w tym „tańcu kart”? Otóż zawsze mamy do dyspozycji dwie opcje, albo zagrywamy kartę z ręki i aktywujemy akcje tylko tego bohatera, albo przesuwamy karty bohaterów, które mamy już na tablo. Przesunięcie uruchamia kolejne zdolności naszych zawodników. Mamy więc 3 rodzaje akcji: natychmiastową, po przesunięciu lub po spadnięciu z planszy. To moje pierwsze spotkanie z tego typu rozgrywką jednak satysfakcja z gry jest ogromna! Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy przeciwnicy zagrają kartą z ręki czy może jednak zdecydują się „zatańczyć”. To sprawia, że gra jest mocno nieprzewidywalna!

Ogromną zaletą „Emberleaf” jest jej regrywalność. Mamy tutaj 77 kart bohaterów! Jest 5 głównych kompanii, każda z nich zawiera 5 kart. Jednak pozostałe karty dobieramy losowo, więc tak naprawdę możliwość zagrania takiej samej partii jest praktycznie zerowa! Za każdym razem możemy aktywować innych bohaterów, którzy dadzą nam coś co w tej chwili najbardziej nam potrzebne. Grałam w wersje solo jak i z innymi graczami, muszę przyznać, że gra nie tylko prezentuje się ładnie, ale jest świetną nieprzewidywalną rozrywką!

Coś na co musimy też zwrócić uwagę to na pewno to jak planujemy rozmieszczenie budynków i osiedlanie naszych mieszkańców. Bowiem każda decyzja o zagospodarowaniu przestrzeni ma ogromne znaczenie i później może liczyć się w końcowym wyniku dając nam punkty dodatkowe.
Jednak warto zauważyć, że gra „Emberleaf” niekoniecznie jest dla wszystkich. Nie jest to opcja dla graczy, którzy nie lubią skomplikowanych zasad, czy nie lubią bardziej złożonych gier. Ten tytuł może być troszkę przytłaczający na początku. Jednak po rozegraniu kilku partii może być naprawdę jedną z lepszych gier w jakie zagracie.

No i oczywiście nie można nie wspomnieć o wykonaniu, które zachwyca! Karty bohaterów dopracowane w każdym szczególe. Każdy bohater jest inny, każdy ma inne zdolności, każdy ma własne imię! Ilustracje są żywe i kolorowe, co sprawia, że gra się z jeszcze większą przyjemnością! Figurki przywódców jak i mieszkańców są drewniane, więc ogromny plus za to! Zasoby, plansze, znaczniki punktów i żetony wykonane z grubszej tektury co gwarantuje nam, że gra przetrwa wiele rozgrywek. Zaletą jest również to, że otrzymujemy woreczki strunowe, które pomagają nam uporządkować wszystkie komponenty w pudełku ☺️

Reasumując, „Emberleaf” to urocza oprawa z głęboką strategią. Mi ten tytuł bardzo przypadł do gustu! Chociaż początkowo może przerażać, to po zrozumieniu zasad jest to gra dająca ogrom rozrywki i satysfakcji! Jednak nie zapomnijmy, że planowanie kolejnych ruchów jest tutaj kluczowe. Ta gra może i wymaga trochę kombinowania, ale zasługuje na uznanie. Piękna oprawa dodatkowo cieszy oko i sprawia, że partia jest jeszcze przyjemniejsza! Serdecznie polecam.


Losowość:
Interakcja:
Złożoność:

Jak dla mnie ideał :)

Dzisiaj przychodzę do Was z grą, która nie tylko zachwyca nas wizualnie, ale i całością rozgrywki. Kiedy zobaczyłam jej zapowiedź byłam jej ogromnie ciekawa, a dzięki wydawnictwu Portal Games miałam możliwość jej przetestowania i muszę powiedzieć, że to fascynująca, wciągająca i nowoczesna eurogra.

„Rezerwat” to planszówka z serii Ark Nova. W Ark Nova nie miałam okazji zagrać, ale z tego co się orientowałam to „Rezerwat” jest trochę uproszczoną wersją tej gry. To idealna pozycja dla graczy średniozaawansowanych jak i tych, którzy dopiero wchodzą w świat gier strategicznych.

Naszym głównym zadaniem w planszówce „Rezerwat” jest zbudowanie własnego zoo. Do jego stworzenia mamy do dyspozycji aż 135 unikalnych kafelków. Na kafelkach znajdziemy zwierzęta o różnych wymaganiach, budynki zapewniające specjalne, dodatkowe funkcje, oraz projekty, które dają nam premię, kiedy rozwijamy dane obszary. Dzięki tam dużemu wyborowi w kafelkach nasza rozgrywka za każdym razem wygląda inaczej, co sprawia, że nie możemy tutaj narzekać na powtarzalność. Naszym zadaniem jest nie tylko stworzenie unikalnego zoo, ale także musimy zwracać uwagę na zagrania przeciwników, gdyż jedna decyzja może zaważyć na wygraniu partii. Musimy wykorzystać wszystkie szanse, jakie otrzymujemy.

Jak już wspomniałam porównałam Ark Novę i Rezerwat i zauważyłam, że ta druga jest wersją nieco uproszczoną. Zasady są czytelne dla mniej zaawansowanych graczy, co sprawia, że Rezerwat bez obaw umili niejeden rodzinny wieczór. Jednak pragnę zaznaczyć, że ten tytuł nie powinien znudzić graczy doświadczonych. Tworzenie zoo, dbanie o gatunki zagrożone, rozbudowa projektów sprawia, że mechanizmy optymalizacji (najlepsze wykorzystanie ograniczonych zasobów, aby uzyskać jak najwięcej korzyści i punktów), są tutaj bardzo wyraźne. Kiedy uda nam się stworzyć warunki dla rzadkich gatunków, albo zrealizować projekt ochrony zagrożonych gatunków nasza satysfakcja jest ogromna.

Jeśli chodzi o samą oprawę gry, to już wspomniałam na początku, że jest ona zachwycająca. Kafle są duże, wyraźne i czytelne. Atutem jest to, że grafiki na nich to są zdjęcia zwierząt co dodatkowo cieszy oko. W zestawie znajdziemy też plastikowe podstawki na kafelki, które pomagają nam posegregować elementy i porządkują stół. Mapy zoo, oraz komponenty są wykonane z grubej tektury dzięki czemu będą to trwałe elementy. Jeszcze jednym atutem jest pojemniczek na kafelki, dzięki któremu możemy mieć wszystko posegregowane w pudełku. Gra naprawdę cieszy oko i wygląda świetnie! Każdy szczegół jest mocno dopracowany, co sprawia, że cała rozgrywka jest czystą przyjemnością.

Warto też wspomnieć o tym, że gra jest przewidziana od 1-5 osób. Sama lubię gry, gdzie jest możliwość zagrania solo, dzięki temu mogę dokładnie zapoznać się z mechaniką gry. Jednak gra z innymi sprawia nam jeszcze większą frajdę!

Jeśli chodzi o słabe strony to „Rezerwat” jest grą zupełnie losową, co nie wszyscy gracze lubią. Wszystko zależy od tego jakie kafelki losujemy, a że jest ich ponad 100 to naprawdę ciężko o powtarzalność rozgrywki. Minusem dla niektórych może być też brak mocnej rywalizacji, ponieważ tutaj bardziej każdy gra na siebie i stara się zbudować swoje zoo tak, aby było jak najlepiej punktowane.

Reasumując, „Rezerwat” to gra, którą z czystym sumieniem mogę wam polecić. Jest to gra, w której strategia i logiczne myślenie są na pierwszym miejscu. Jednocześnie wygląda ona pięknie na stole, a cała rozgrywka jest bardzo przyjemna. Jako, że mamy grudzień ta planszówka to idealna propozycja pod choinkę! Ten tytuł na pewno zasługuje na poznanie. Bardzo serdecznie polecam!


Losowość:
Interakcja:
Złożoność:

Jak dla mnie ideał :)

Dzisiaj przychodzę do was z recenzją gry „Biały Zamek Duel”. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej gry bardzo mocno mnie ona zainteresowała, dlatego też dzięki uprzejmości wydawnictwa Portal Games miałam możliwość zagrać w nią i wypróbować. Dodam, że ta pozycja to dwuosobowa wariacja gry „Biały zamek”, która zdobyła duże uznanie wśród środowiska wielbicieli planszówek.

Już na początku muszę wspomnieć, że ta pozycja zachwyca swoją estetyką i wykonaniem. Otwierając pudełko jesteśmy zafascynowani japońskim stylem! To moja pierwsza gra w takim klimacie w jaką miałam okazję zagrać, ale szczerze przyznaję, że już wizualnie zostałam kupiona na samym początku! Ponadto ta pozycja z tego co wyczytałam w innych recenzjach doskonale oddaje ducha „Białego zamku”, ale oferuje nam nowy sposób rywalizacji. Jest to gra, która nie tylko zachwyca wyglądem, ale i przemyślana konstrukcją!

Jeśli chodzi o samą mechanikę gry to na początku może wydawać się ona skomplikowana. Sama instrukcja jest obszerna co daje wrażenie, ze gra jest trudna. Jednak! Po zapoznaniu się z zasadami i rozegraniem kilku rozgrywek gra zaczyna być dla nas świetną zabawą! Jako gracze wcielamy się w przywódców dwóch klanów, gdzie rywalizujemy o wpływy na Dworze Białej Czapli. I chociaż jedna rozgrywka trwa ok. 30 minut to nie możemy odmówić jej intensywności! Tutaj każda decyzja ma znaczenie, a ograniczona liczba ruchów sprawia, ze jesteśmy po części zmuszeni do maksymalnego wykorzystania każdej akcji.

Cała gra trwa 12 rund, a każdy ruch uruchamia efekty, gdzie nasza precyzja, a przede wszystkim umiejętność strategicznego myślenia na ogromne znaczenie. Oprócz strategii musimy wykazać się umiejętnością planowania, ale również przewidywaniem ruchów przeciwnika, co sprawia, że gra jest bardzo ciekawa i wciągająca!

Nie mogę również nie wspomnieć o zachwycającym wykonaniu, o którym wspomniałam już na początku. Pudełko nie jest duże gabarytowo jednak mieści w sobie sporo komponentów. Całość została zaprojektowana w sposób estetyczny i bardzo czytelny. Oprawa graficzna jest stylizowana na Japonię, co nadaje jej wyjątkowego charakteru. Sama plansza jest czytelna i intuicyjna, tak że już po jednym przeczytaniu instrukcji jesteśmy w stanie do kolejnych rozgrywek ułożyć komponenty na odpowiednich miejscach bez posiłkowania się instrukcją.

Reasumując, „Biały Zamek Duel” to świetna planszówka, która idealnie sprawdzi się dla fanów dwuosobowych eurogier. Gra zachwyci wszystkich, którzy lubią analizować i planować. Ta pozycja to proste zasady, przemyślane decyzje, które dają satysfakcjonujące efekty. Niewielkie pudełko sprawi, że grę możemy zabrać ze sobą w różne miejsca, gdyż nie zajmuje wiele miejsca. Jeśli szukacie ciekawej, wciągającej, ale i wymagającej myślenia planszówki ta „Biały Zamek Duel” będzie dla was pozycją idealną! ☺️


Losowość:
Interakcja:
Złożoność:

Dobry, solidny produkt

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej świetnej gry od wydawnictwa Portal Games. Premiera już jutro, więc miejcie ten tytuł na uwadze, bo naprawdę warto! Jak tylko zobaczyłam zapowiedź tej gry zakochałam się w jej oprawie. Bardzo dziękuję Portal Games za możliwość poznania i zrecenzowania tego tytułu.

Gra „Bohema” jest stylizowana na Paryż XIX i XX wieku. Właśnie w tym świecie tworzy się pojęcie tytułowej bohemy. Jest to odniesienie do grupy artystów, którzy żyją w sposób niekonwencjonalny, wolny od norm społecznych. W rozgrywce „Bohemy” możemy wcielić się w malarzy, poetów i muzyków, którzy walczą nie tylko o sławę, ale również o przysłowiowy „kawałek chleba”.

„Bohema” to gra karciana, w której naszym zadaniem jest zbudowanie talii, a każda nasza decyzja wpływa na losy naszego artysty. Na początku dostajemy podstawową talię kart, gdzie mamy podstawowe czynności. W każdej rundzie planujemy dzień naszego bohatera. Możemy mu wybrać romantyczne spotkanie, odwiedzenie Muzy, bądź też wyślemy go do pracy, aby mógł zarobić na swoje wydatki. Największym wyzwaniem dla gracza jest to, czy pozwolimy artyście spełniać swoje marzenia, czy jednak zderzy się on z brutalną codziennością.

Najważniejszym elementem gry jest Inspiracja. Są to punkty które zdobywamy zagrywając odpowiednie karty, bądź kiedy odwiedzamy miejsca sprzyjające twórczości. . Dzięki właśnie inspiracji możemy kupować nowe karty: muzy, zwyczaje, osiągnięcia, które rozwijają talię gracza.
Warto dodać, że muzy dodają nowe efekty i pchają artystę do tworzenia arcydzieł. Natomiast Osiągnięcia podnoszą punkty prestiżu, które ostatecznie decydują o wygranej.

Jeśli chodzi o samą mechanikę gry to jest ona intuicyjna, jednak trzeba poświęcić chwilkę czasu, aby zapoznać się z instrukcją i zasadami gry. Sama musiałam się troszkę posiłkować filmikami, ale jak już załapałam zasady to zabawa była świetna! Chociaż muszę przyznać, że sama instrukcja jest świetnie dopracowana i wszystko jest super wytłumaczone.
Jedną z zalet na pewno jest to, że gra jest od 1-4 graczy. Bardzo sobie cenię gry, gdzie mamy tryb solo. Jest to świetna rozrywka samemu ze sobą, jeśli akurat nie mamy współgraczy, a mamy ochotę zagrać w coś ciekawego i cieszącego oko.

Teraz coś co mnie najbardziej urzekło i sprawiło, że ta gra zapadła w mojej pamięci. Chodzi oczywiście o oprawę graficzną, która jest jedną z piękniejszych z jakimi miałam do czynienia jeżeli chodzi o gry planszowe. Nie sposób nie wspominać tutaj o autorach ilustracji: Hanna Kuik, Tomasz Jędruszek i Roman Kucharski, którzy są odpowiedzialni za tą przepiękną oprawę. Ilustracje mają ducha klasycznego malarstwa. Pastelowe barwy, świetnie zwizualizowane postacie, wrażenie melancholii idealnie oddają klimat epoki. Natomiast każda jedna karta wygląda jak samodzielny, przepiękny obraz.

Jedynym mankamentem tej gry może być to, że po kilkunastu rozgrywkach gra może być nudna, ponieważ staje się przewidywalna. Jednak wystarczy odpuścić i nie grać w nią za często, a każda z rozgrywek czy to solo, czy z innymi będzie dla nas świetną zabawą!

Reasumując, „Bohema” to przepiękna, wręcz poetycka opowieść w formie planszówki. Ciekawa i przemyślana mechanika sprawia, że gra jest niezwykłą przyjemnością. W grze idealnie odnajdą się pasjonaci sztuki, czy marzyciele. Gra „Bohema” na pewno przypadnie do gustu graczom, którzy lubią gry o konkretnej tematyce i z sercem, a sama mechanika wspiera opowieść. Kiedy już załapiemy wszystkie zasady rozgrywa jest niezwykle pasjonująca i ciekawa. Nie jest to gra przeznaczona dla osób lubiących emocjonującą rywalizację. Ta gra to podróż w głąb naszej artystycznej duszy. „Bohema” na pewno zasługuje na uznanie zarówno jeśli chodzi o samą rozgrywkę jak i samą oprawę. Bardzo bardzo serdecznie polecam.


Losowość:
Interakcja:
Złożoność:

Tym razem w moje ręce trafiła kolejna genialna pozycja od Portal Games „Neuroshima Hex: Battle”. Gry z serii „Neuroshima Hex” od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem fanów planszówek. Tym razem dostajemy pozycję dla dwóch graczy, gdzie mamy dwie armie walczące przeciw sobie.

Głównym zadaniem gracza jest zniszczenie i pokonanie armii przeciwnika. Najważniejsze na czym się skupiamy to umiejętne zarządzanie armią, przewidywanie ruchów przeciwnika, a także wyczucie momentu, w którym jesteśmy w stanie zadać ten ostateczny, śmiertelny cios. Jak już wspomniałam mamy tutaj do czynienia z dwoma armiami. Pierwsza to Stalowa Policja to armia, która skupia się na kontroli pola bitwy i całej rozgrywki. Ponadto każe ona przeciwników za ich nieprzemyślane ruchy. Armia ta wyróżnia się tym, że ma specjalne pancerze, które pomagają wytrzymać więcej obrażeń. Niektóre z efektów pozwalają również na unieruchomienie przeciwnika w ważnych, wręcz kluczowych momentach. Jednak to nie oznacza, że druga armia Bestie jest gorsza. Początkowo może się wydawać, że jest to jednostka dość chaotyczna, jednak działa ona niesamowicie szybko i agresywnie! Ta armia potrafi zadać ostateczny cios w najmniej spodziewanym momencie. Takie połączenie dwóch totalnie różnych charakterów sprawia, że każda rozgrywka jest totalnie inna i nieprzewidywalna.

Jeśli chodzi o zasady gry to nie są one bardzo skomplikowane. Jednak na początku (oczywiście jeśli nigdy nie graliśmy w gry z serii „Neuroshima”) musimy dokładnie przestudiować całą instrukcję. Jednak bez obaw jest ona napisana w bardzo prosty, przejrzysty i przyjemny w odbiorze sposób. Na początku musimy dobrać sobie żetony i zadecydować, które zostawiamy. Następnym krokiem jest ułożenie żetonów na planszy, lub aktywacja akcji specjalnych. Naszym głównym celem jest zniszczenie przeciwnika i zadanie mu jak największej ilości obrażeń. Cała rozgrywka trwa ok. 20-30 minut.

Jeśli chodzi o zawartość to w pudełku otrzymamy: 36 żetonów Bestii, oraz 35 żetonów Stalowej Policji, plansze do gry, znaczniki ran, sztabów i sieci, arkusze każdej z armii, instrukcję. Nie mogę nie wspomnieć o wykonaniu, które jak zawsze jest na najwyższym poziomie! Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że plansza nie jest tekturowa, a jest to mata neoprenowa. To ogromna zaleta, ponieważ matę łatwo złożyć i przechowywać, oraz nie ulegnie ona tak łatwo zniszczeniu niż tektura. Wszystkie pozostałe komponenty są wykonane bardzo skrupulatnie i estetycznie. Kolorystyka jest bardzo przyjemna dla oka i wyraźna.

Reasumując, „Neuroshima Hex: Battle” to świetna pozycja dla chcących zacząć swoją przygodę z grami z serii „Neuroshima”. Mamy tutaj do wyboru dwie konkretne armie, dzięki czemu możemy od razu skupić się na pasjonującej rozgrywce. Zaś dla fanów tej serii ta propozycja będzie nie lada gratką, głównie ze względu na planszę. Dodatkowym atutem jest to, że ta gra jest kompatybilna z innymi edycjami z serii. Gra jest bardzo ciekawa i przyjemna, a każda kolejna rozgrywka mocno nieprzewidywalna, dzięki czemu nie możemy tutaj mówić o nudzie. Bardzo serdecznie polecam tę pozycję. Czas spędzony na rozgrywkach na pewno nie będzie straconym!


Losowość:
Interakcja:
Złożoność: