Jetmaniac

Poliglota

Obserwowani

0 użytkowników

Obserwujący

0 użytkowników

Podręcznik otrzymałem w prezencie i zdecydowanie był to jeden z najlepszych prezentów jakie kiedykolwiek dostałem.

Książka jest wydana przepięknie: twarda oprawa, szycie, papier wysokiej jakości, pełen kolor, a do tego wstążka służąca jako zakładka. Niby standard w branży, ale jednak warto o tym powiedzieć. Od razu czuć, że obcuje się z produktem z górnej półki (co uzasadnia też cenę).

Najnowsza edycja RQ (potocznie zwana RQG) jest rozwinięciem idei zapoczątkowanych 40 lat temu w 2. edycji systemu. Całkiem adekwatne podejście, zwłaszcza jeśli zważy się na fakt, że tworzona była przez ojców systemu: Grega Stafforda i Steve'a Perrina (nie licząc rzecz jasna całego grona pozostałych zdolnych ludzi z Chaosium). Mechanika RQG jest silnie ożeniona z settingiem gry, Gloranthą; bardziej niż jakakolwiek z poprzednich odsłon systemu.

RQG jest grą dla ludzi o wyrobionym guście erpegowym i pomimo łatki "fantasy" daleką od jakichkolwiek innych systemów. Wymaga poświęcenia jej odrobiny czasu i uwagi, w zamian dając bogate doświadczenia różne od tych dostarczanych przez inne popularne systemy.

Gdyby erppegi były jedzeniem, to D&D byłoby hamburgerem i colą z McDonald's, a RQG wykwintną kolacją przy lampce drogiego wina w eleganckiej restauracji.


Jak dla mnie ideał :)

Standardowo szybka wysyłka i pancerne opakowanie. Dodatek bardzo dobry (szczególnie ciekawe są nowe postaci). Niestety - cena zdecydowanie za wysoka. Sam produkt na piąteczkę; stosunek ilość+jakość / cena na tróję.


Jak dla mnie ideał :)

Reedycja klasycznego systemu, który w UK cieszył (i cieszy się nadal [?]) wielką popularnością. Wydany w połowie lat osiemdziesiątych w formie serii sześciu książek. Co ciekawe były one wydane tak jak zwykłe pozycje beletrystyczne - mały format, miękka oprawa. Dzięki temu zabiegowi DW wylądowało na półkach z literaturą fantasy a w konsekwencji znalazło bardzo duże grono nabywców (w przeciwieństwie do tradycyjnych erpegów, które tradycyjnie miały osobny dział w księgarniach, gdzie zaglądali tylko "wtajemniczeni", bądź dostępne były li tylko w sklepach hobbistycznych).
Po blisko ćwierćwieczu Dragon Warriors ponownie ukazało się drukiem z inicjatywy Magnum Opus Press (a pod skrzydłami Flaming Cobra - imprintu Mongoose Publishing). Tym razem mamy do czynienia z pojedynczym podręcznikiem w twardej oprawie i standardowych dla erpegów gabarytach. Trafiła do niego właściwie większość materiałów z oryginalnych sześciu książek, za wyjątkiem rozszerzonego bestiariusza, który jest osobną książką (choć w podstawce oczywiście znajduje się jego skromniejsza wersja), oraz przygód ("The Elven Crystals", 3 tom, został wydany jako odświeżona kampania, natomiast przygody rozproszone po tomach 1,2,4,6 znalazły się w dodatku "Sleeping Gods").
Tekst w znakomitej części został "żywcem" przeniesiony z owych sześciu książek, co, wbrew pozorom, nie jest żadną ujmą, wręcz przeciwnie - najnowsze wydanie jest prawdziwym hołdem dla klasycznego systemu. I tu warto zaznaczyć, że niezmienianie tekstu było słusznym posunięciem, ponieważ DW jest jednym z najlepiej napisanych podręczników rpg w historii. Daleko mu do drętwoty podręczników z linii D&D, które, choć bez wątpienia wartościowe, potrafiłyby formą urzec tylko księgowych i szachistów. Oczywiście na korzyść takiej a nie innej formy DW przemawia banalna, łatwa do przyswojenia i wdrożenia mechanika. Tu oczywiście też nie wprowadzono żadnych (większych) zmian.

Kogo więc ucieszy ten system? Na pewno nowicjuszy, ze względu na mechanikę. Starych wyjadaczy lubujących się w oldschoolu - z oczywistych względów. Dobrze będą się przy nim bawić również ci, którzy szukają mroczniejszego, low-magic fantasy. Przypomnijcie sobie Tristram z Diablo 1 - to jest właśnie klimat DW.


Jak dla mnie ideał :)

Ciężkie, duże pudło po brzegi wypełnione elementami. Samo wyciskanie żetonów z wypraski zajęło mi blisko pół godziny. :) Wykonanie na najwyższym poziomie (cóż, za taką cenę ;P). Z początku można czuć się przytłoczonym tą mnogością elementów (rozłożenie wszystkiego na stole też chwilę zajmuje), ale już w trakcie gry okazuje się, że nie taki diabeł straszny... Rozgrywka przebiega sprawnie i dostarcza dużo radochy. Dla miłośników prozy Lovecrafta pozycja obowiązkowa. Pamiętać należy również, że jest to gra kooperacyjna, co dla jednych może być wielkim plusem (np. dla mnie - gram głównie z moją dziewczyną i nie lubię z nią konkurować), dla innych (miłośników zaciętej rywalizacji) - minusem. Dużym plusem jest również sam klimat gry: czuć silne piętno "papierowego" rpg Zew Cthulhu (poczytalność itp.).
Szczerze polecam!


W związku z tym, że o samym systemie można przeczytać w wielu różnych miejscach (a i recenzje są naprawdę różne), w kilku słowach omówię kwestie techniczne samego podręcznika (jako książki).

1) Pomimo iż jest w twardej oprawie, podręcznik nie jest szyty, a klejony. Trochę dziwnie to to wygląda, bo sprawia wrażenie, że w drukarni mieli już gotowe wkłady (czyli całość podręcznika - sklejonego na grzebiecie, ale bez okładki) i w ostatniej chwili zdecydowali się to "wrzucić" w twardą oprawę. Niby szczegół, a jednak... Psuje nieco przyjemność czytania/korzystania z podręcznika - szyte książki można otworzyć tak, że obie jej strony (ta "co już za nami" i "co jeszcze przed nami") tworzą kąt 180 stopni. W ten sposób książka sama się nie zamyka. Tu mamy typowe łuki - jak to w klejeniach właśnie. Drobiazg, ale ludzi z zacięciem drukarskim może irytować.
Miejmy też nadzieję, że klejenie jest solidne i kartki się "nie posypią" po jakimś czasie.

2) Układ graficzny, moim zdaniem, gorszy niż w 3. edycji. Strony mają całkowicie białe tła, brak również ozdobnych krawędzi. Całość wygląda strasznie sterylnie. Śródtytuły umieszczone na niebieskim tle (niebieskich ramkach?) wyglądają jak zawieszone w próżny - jakby były częścią czegoś większego, a niedokończonego.
Czcionka standardowo ułożona w chorągiewkę i zauważalnie większa niż w 3 ed. (=mniej treści)

3) Ilustracje. Niektóre dość infantylne, hurtowo robione na tabletach, zupełnie jakby dzisiejsi 'artyści' nie potrafili już wziąć do ręki farb i pędzelka. Kwestia gustu, rzecz jasna, ale mnie to przeszkadza (gdzież te klasyki Elmore'a?).

4)Okładka. Matowa, lakierowane logo i postaci na pierwszym planie. Wykonanie (drukarskie) na wysokim poziomie. Sama ilustracja na okładce to już, raz jeszcze, kwestia gustu.

Ogólnie: w kwestiach edytorskich/typograficznych w porównaniu z 3. edycją, "czwórka" wypada gorzej. Kwestie mechaniki osądzi Bóg i historia.