Marcin K - recenzje

Kto wie jak płynie czas w Nowym Świecie? :)


PLĄNDROWAĆ? A cóż to znaczy?


galakta.pl
Tam znajdziesz niezbędne informacje


Data wydania nie jest zależna od Galakty - polskiego wydawcy, lecz od planów FFG


Właśnie ta :)


D-Day Dice zostało wydane po polsku???


7 Ronin tłumaczy się jako Siedmiu Roninów, bowiem angielski dopuszcza "ronin" jako formę liczby mnogiej.
Siódmy Ronin zapisywałoby się 7th Ronin.


Warhammer Quest to w pełni kooperacyjna gra w świecie Młotka. Jest mroczne, brudno, duszno i nieprzyjemnie :-)
Bohaterowie to nie epickie postacie, które skinieniem palca pokonują zastępy wrogów i rozwijają się w tempie TGV. To zwykli poszukiwacze przygód, którzy marzą by doczekać następnego wschodu słońca :-)
Wrogowie są paskudni i wredni, zaś przygody prowadzą graczy do niezbyt przyjemnych miejsc. Czasu jest niewiele, zaś system rund i rosnącego zagrożenia zmusza do optymalizacji działań.
Misje są ciekawe, na całe szczęście nieschematyczne, utrzymane w typowo Młotkowym klimacie.
Jak to w przypadku gier FFG, WQ będzie zyskiwał z każdym dodatkiem, bo podstawka jest okrojona. Gra wygląda perspektywicznie, bo właściwie każdy aspekt gry można rozwinąć (podobnie jak to się dzieje z Władcą Pierścieni LCG). Jeżeli ekipa projektantów podejdzie do tematu równie solidnie co w przypadku WP, to o poziom i przyszłość gry nie trzeba się martwić :-)
Warhammer Quest to dość szybka, ciekawie skonstruowana przygodówka ze sporą dawką optymalizacji. Szczerze polecam :-)


Dariuszu, to że nie słyszałeś o kodach rabatowych nie oznacza, że ich nie ma:)
Po drugie, oczekiwałeś niskiej ceny. Na jakiej podstawie? Ceny oryginału? Kursu dolara? I co ma do tego obniżanie kosztów przez Galaktę??? Oni zamawiają u producenta wersję polskojęzyczną i na miejsce produkcji nie mają najmniejszego wpływu...
A po kolejne, jeśli ceny w sklepach są niższe niż w Rebelu, to przecież Rebel nie broni Ci kupić gry gdzie indziej:)
Owszem cena jest spora, ale niestety na nasze warunki. W USA nikt nie narzeka... Ot, po prostu relatywizm :)


Dodatek jest u wydawcy tańszy niż podstawka, ale u nas ze względu na wzrost kursu dolara cena jest podobna. Nie ma więc co narzekać, bo ta ani wina FFG, ani Galakty...


Jakie koszulki pasują do tych przepięknych kart? :)


Wprawdzie uwielbiam Dziki Zachód i westerny, lubię karcianki, chociaż żadna - oprócz Władcy mnie nie porwała - mnie nie porwała, jednak nie jestem wielkim fanem deckbuildingu (może za mało kumaty na to jestem:) a i liczba zasad i stopień ich skomplikowania też nie brzmią dla mnie najlepiej (ogarniam, ale po dłuższej przerwie grę poznaję na nowo:).
Dlatego z pewną dozą nieśmiałości podchodziłem do Doomtown: Reloaded.
Mimo to przełamałem się i zakupiłem podstawkę. Przeczytałem instrukcję. Raz, drugi i trzeci. Znam obcy język zwany angielskim, ale zasady Doomtown nie należą do najprostszych:) Wciąż nie bardzo wiedziałem jak grać...
Wziąłem lekcję u ludzi, którzy grali jeszcze w Deadlands. Rozegrałem jedną partyjkę, a zaraz później drugą. I to był błąd. Gra porwała mnie jak tornado, zajarałem się nią jak norweskie kościoły latem.
Zasady okazały się proste i intuicyjne. Po rozegraniu dwóch partyjek wszystko połączyło się w klimatyczną i grywalną całość! Mechanika z ręką pokerową - bardzo dobry pomysł:)
Każda z frakcji ma swój styl gry i chociaż nie ma tutaj asymetrii, to jednak każdy z graczy będzie podczas gry obierał inna strategię i z każdym graczem będzie się grało inaczej.
Gra jest dynamiczna. Sytuacja na stole szybko się zmienia, trzeba kombinować i podejmować szybkie decyzje, a kołderka jest krótka. To nie Osadnicy NI, gdzie surowców wystarcza na długo. W Doomtown zły ruch, brak szczęścia i pomimo dobrych kart na ręce jesteśmy w czarnej d...ziurze:)
Jak już pisałem budowanie talii nie należy do moich ulubionych, a w przypadku Doomtown jest dwupoziomowe: dobieramy karty pod kątem występujących w nich kolesi, budynków, akcji i przedmiotów, ale także pod kątem koloru i wartości, mających znaczenie podczas zagrywek pokerowych. Kart jest sporo (a z dodatkami bardzo sporo:), ale autorzy gry w instrukcji zawarli mini poradnik dla początkujących, który sprawdza się całkiem nieźle i pomaga takim greenhornom jak ja załapać na jakie karty powinien stawiać w swojej talii.
W kilku słowach: moim zdaniem gra jest rewelacyjna! To nie zwykła naparzanka, w której dwie strony młócą się do upadłego. W Doomtown trzeba kombinować, by przeżyć, i trzeba mieć trochę szczęścia, by wygrać:)
Wiem, że dość hermetyczny język gry, liczba zasad i wyjątków od nich, a także dość złożony deckbuilding mogą być barierą dla wielu graczy, ale moim zdaniem naprawdę warto dać szansę Doomtown.


Raczej worker placement :-)


Gra wygląda smakowicie. Czy ktoś w Warszawie grywa?:-)


Zamiast krzyczeć, to poszukaj... Chociażby na stronie wydawcy...


Przecież Galakta wydała polską wersję...:)


Ocena: 5/5
Szukając tego typu gry, wybierałem spośród kilku tytułów i po zebraniu kilkunastu opinii zdecydowałem się na Agricolę.
Szukałem gry, która wymaga myślenia i planowania, gry, w której nie będzie oczywistego rozwiązania i jednej ścieżki do odniesienia sukcesu, gry, w którą będę mógł bawić się sam, jak i z większą ekipą, gry, która będzie solidnie i klimatycznie wykonana, gry, która nie znudzi się po kilku partiach...
Miałem pewne obawy zamawiając Agricolę, ale te obawy były niepotrzebne:) Gra spełniła wszystkie moje wymagania, przekraczając je często:) Spędziłem z rodziną i przyjaciółmi przy niej mnóstwo czasu i uważam, że czas ten był nie tylko wspaniałą zabawą, ale również rozwinął nasze szare komórki.
Dodam, że to gra dla osób wymagających i posiadających dystans do siebie i do tzw. "wygrywania", ale naprawdę, naprawdę warto:) Polecam!!!


Tak, ale to kompletnie nie psuje zabawy:)


Moja ocena: 5/5
Uwielbiam Sherlocka Holmesa, Herculesa Poirot i klimat Anglii przełomu XIX i XX wieku. Uwielbiam gry dedukcyjne, których autorzy dają graczom minimum reguł, klimatyczne wyposażenie gry i duuuże pole do popisu dla własnych umiejętności myślenia:) Uwielbiam gry, które sprawdzają się przy każdej dozwolonej regułami liczbie graczy:) No, i uwielbiam nierozwiązane zagadki kryminalne:)
Listy z Whitechapel mają to wszystko. A nade wszystko mają świetny klimat pogoni, ucieczki, blefu, kończącego się czasu i poczucia, że wszystko zależy tylko od możliwości Twego mózgu:) Grałem w Listy w gronie 2, 3 i 4-osobowym i każda gra kipiała od emocji, w niektórych partiach współgracze chodzili po pomieszczeniu, by lepiej myśleć, robili burze mózgów, zawzięcie dyskutowali, a w przypadku Kuby R. siedzieli cicho w skupieniu lub śmiali się pod nosem widząc mniej lub bardziej udolne wysiłki detektywów:)
Niektórzy twierdzą, że cena jest za wysoka w stosunku do zawartości. Zgadzam się. Ale ja stosuję inną miarę - porównuję cenę z zabawą, jakiej dostarczyła mi gra. Listy są skromne (ale bardzo, bardzo klimatyczne), jednak dają niesamowitego kopa emocjonalnego podczas gry:)
Nie ma w tej grze losowości, nie ma turlania kostkami, losowania kart przygód, niespodzianek itp., nie ma gromadzenia zasobów i skrzętnego inwestowania. Jest za to w tej grze coś, co sprawiło, że w trakcie wszystkich partii wszyscy gracze mieli wrażenie, że znajdują się na londyńskiej, zamglonej ciasnej uliczce, a zegar nieubłaganie odmierza czas... Ta gra ma KLIMAT, KLIMAT, KLIMAT i niesamowitą regrywalność:)
PS: Ze względu na tematykę, byłbym ostrożny w prezentowaniu jej dzieciakom poniżej 13 roku życia...


Po pierwszym zapoznaniu się z instrukcją miałem mieszane uczucia. Odniosłem wrażenie, że gra jest samą mechaniką (w dodatku niezbyt wciągającą), gdzie temat i cel dołożono na siłę. Zastanawiałem się skąd ten szał na punkcie L&C, te wysokie oceny i znikające z półek sklepowych egzemplarze…
Jako że mam w zwyczaju czytać instrukcje co najmniej dwukrotnie przed rozpoczęciem gry, to po powtórnej lekturze w mojej głowie wykrystalizował się nagle obraz gry burzący poprzednie wrażenia i mającej ogromny potencjał i klimat.
Postanowiłem sprawdzić to jak najszybciej – jestem właśnie po pierwszej partii. Nie obyło się wprawdzie bez wpadek i częstego sięgania po instrukcję, ale gra po prostu wymiata. Mechanika działa wyśmienicie, jej trybiki chodzą płynnie, wspaniale napędzają klimat i vice versa:) W czasie gry nie zauważa się tej mechaniki, a to moim zdaniem jest wyznacznikiem sukcesu jej twórców:)
Oprawa graficzna zasługuje na osobny akapit. Wychowałem się na westernach, prozie Karola Maya i Binio Billu publikowanym w Świecie Młodych. Lewis & Clark w jakiś sposób przypominają mi ten westernowy klimat z dzieciństwa. Karty, planszę, żetony i kafelki chciałoby się głaskać i oglądać w nieskończoność:) Mnie osobiście oprawa graficzna urzekła prawie do nieprzytomności:)
Świetna mechanika, cudowna oprawa graficzna i niesamowita dawka emocji towarzyszących samej rozgrywce czyni Lewisa i Clarka grą, która przebojem wdarła się na moją prywatną listę przebojów i mam wrażenie, że zagości tam na bardzo, bardzo długo:)
Ocena 5/5